Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

rozmowy na każdy temat w doborowym towarzystwie
Awatar użytkownika
SALIX
Administrator
Posty: 5923
Rejestracja: 08 lip 2016, 22:12

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: SALIX » 03 sie 2017, 11:24

Kumiho pisze:zobacz cytowaną wiadomość
ktrzn pisze:zobacz cytowaną wiadomość
ja chyba od przyszłego roku Skandynawskie wakacje


Co toku to sobie powtarzam, ale w przyszłym chyba serio polecimy w bardziej przyjazne klimaty, niemąż chce znowu odwiedzić Estonię.


Byłam w Tallinie i przepadłam :serce: Chcę tam jeszcze wrócić, przepięknie i sympatycznie. Bardzo polecam.
Insta
Blog podróżniczy Cieszyn: Wzgórze Zamkowe
Piekę słodkie Świąteczny tort orzechowo-korzenny

Awatar użytkownika
Loony Blonde
Posty: 494
Rejestracja: 08 lip 2016, 22:44

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: Loony Blonde » 03 sie 2017, 11:29

Veritaserum pisze:zobacz cytowaną wiadomość
Dziewczyny powiedzcie mi proszę, czy u Was w pracy podwyżki wraz z nabieraniem doświadczenia to coś abstrakcyjnego czy realnego? Wkurzyłam się mega, bo zostałam w moim dziale sama z doświadczeniem i mam same nowe osoby do wdrażania. Pracuję 1,5 roku, poszłam do szefowej po podwyżkę, bo zarabiam ciągle tyle samo co na początku, w dodatku nowe osoby mają tę samą pensję i najpierw mnie zwodziła tydzień, że musi to skonsultować z górą, a potem oczywiście odpowiedź odmowna... Zastanawiam się, czy może ja za dużo oczekuję? Może 1,5 roku pracy to nic?


Ja dostałam podwyżkę tylko w pierwszej pracy, ale zaczynałam od baaardzo niskiej pensji. Kiedy doszłam do poziomu samodzielnego specjalisty podniesiono mi wynagrodzenie mniej więcej do wysokości wynagrodzenia koleżanek. W kolejnych miejscach miałam to na co się zgodziłam przy podpisywaniu umowy, jak chciałam więcej, to zmieniałam pracę. Z tym, że ja pracowałam w małych firmach, w których jest ogólnie problem z wysokością wynagrodzeń, nie wiem jak to jest w dużych firmach.

Awatar użytkownika
blackveil
Posty: 297
Rejestracja: 12 lip 2016, 0:39

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: blackveil » 03 sie 2017, 11:31

Wkurza mnie praca.
Trochę to inaczej wygląda niż miałam obiecane na rozmowie o pracę. Przede wszystkim - inne godziny pracy, dużo więcej pracy i odpowiedzialności, więcej obowiązków.
Dodatkowo każde potknięcie "góra" uważa za winę mojego działu.
Z współpracownicami się średnio dogaduje. Tzn. z dwoma dogaduje się super, ale one akurat odchodzą, jedna w zasadzie lada dzień rodzi, a druga odchodzi we wrześniu.
Dwie pozostałe dziewczyny pracują w tym miejscu od dawna i sądzą, że ja pracując 3 miesiące będę znała wszystkie ich skróty, tryby pracy itp. i będę im czytać w myślach. Ostatnio nasza przełożona kazała jednej z tych dziewczyn pokazać mi jak się robi jedną rzecz, więc jak miałyśmy chwilę czasu to ją o to poprosiłam i powiedziała mi "Masz to opisane w mailu". A w mailu miałam opisaną całą czynność(dość skomplikowaną) jednym zdaniem, z dopiskiem od przełożonej " X ci to dokładnie wytłumaczy i pokaże". Jak jej powiedziałam, że nasza koordynatorka jej zleciła, żeby mi to pokazać, bo ja po jednym zdaniu wytłumaczenia nie jestem w stanie tego ogarnąć, to w ogóle mnie zignorowała i nic nie odpowiedziała i ostatecznie nic nie pokazała :wtf:.
Zastanawiam się już nad zmianą pracy, ale nie chcę wyjść na księżniczkę, która przy pierwszym lepszym wyzwaniu ucieka, ale naprawdę mnie do denerwuje i stresuje. :(

Awatar użytkownika
Veritaserum
Posty: 177
Rejestracja: 10 lip 2016, 14:30

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: Veritaserum » 03 sie 2017, 11:36

Loony Blonde pisze:zobacz cytowaną wiadomość
Veritaserum pisze:zobacz cytowaną wiadomość
Dziewczyny powiedzcie mi proszę, czy u Was w pracy podwyżki wraz z nabieraniem doświadczenia to coś abstrakcyjnego czy realnego? Wkurzyłam się mega, bo zostałam w moim dziale sama z doświadczeniem i mam same nowe osoby do wdrażania. Pracuję 1,5 roku, poszłam do szefowej po podwyżkę, bo zarabiam ciągle tyle samo co na początku, w dodatku nowe osoby mają tę samą pensję i najpierw mnie zwodziła tydzień, że musi to skonsultować z górą, a potem oczywiście odpowiedź odmowna... Zastanawiam się, czy może ja za dużo oczekuję? Może 1,5 roku pracy to nic?


Ja dostałam podwyżkę tylko w pierwszej pracy, ale zaczynałam od baaardzo niskiej pensji. Kiedy doszłam do poziomu samodzielnego specjalisty podniesiono mi wynagrodzenie mniej więcej do wysokości wynagrodzenia koleżanek. W kolejnych miejscach miałam to na co się zgodziłam przy podpisywaniu umowy, jak chciałam więcej, to zmieniałam pracę. Z tym, że ja pracowałam w małych firmach, w których jest ogólnie problem z wysokością wynagrodzeń, nie wiem jak to jest w dużych firmach.


Moja firma nie jest może jakaś największa, ale też nie mała, bo zatrudniamy około 400 osób. Pracuję właśnie na stanowisku specjalisty, dość odpowiedzialnym i tak jak na początku uważałam, że pensja nie jest najgorsza, tak teraz, patrząc na to co robię po pełnym wdrożeniu się trochę mi się pod tym względem priorytety pozmieniały. Starałam się bardzo przez ten czas, ale coraz częściej mam załamkę, że po prostu nie warto, bo nikt tego nie docenia. Chyba czas szukać czegoś innego... Zawsze chciałam zmienić otoczenie, też pod względem miejsca zamieszkania i chyba dorastam do decyzji, że już czas najwyższy...

Awatar użytkownika
ktrzn
Posty: 4956
Rejestracja: 10 lip 2016, 20:20

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: ktrzn » 03 sie 2017, 11:46

Veritaserum pisze:zobacz cytowaną wiadomość
Loony Blonde pisze:zobacz cytowaną wiadomość
Veritaserum pisze:zobacz cytowaną wiadomość
Dziewczyny powiedzcie mi proszę, czy u Was w pracy podwyżki wraz z nabieraniem doświadczenia to coś abstrakcyjnego czy realnego? Wkurzyłam się mega, bo zostałam w moim dziale sama z doświadczeniem i mam same nowe osoby do wdrażania. Pracuję 1,5 roku, poszłam do szefowej po podwyżkę, bo zarabiam ciągle tyle samo co na początku, w dodatku nowe osoby mają tę samą pensję i najpierw mnie zwodziła tydzień, że musi to skonsultować z górą, a potem oczywiście odpowiedź odmowna... Zastanawiam się, czy może ja za dużo oczekuję? Może 1,5 roku pracy to nic?


Ja dostałam podwyżkę tylko w pierwszej pracy, ale zaczynałam od baaardzo niskiej pensji. Kiedy doszłam do poziomu samodzielnego specjalisty podniesiono mi wynagrodzenie mniej więcej do wysokości wynagrodzenia koleżanek. W kolejnych miejscach miałam to na co się zgodziłam przy podpisywaniu umowy, jak chciałam więcej, to zmieniałam pracę. Z tym, że ja pracowałam w małych firmach, w których jest ogólnie problem z wysokością wynagrodzeń, nie wiem jak to jest w dużych firmach.


Moja firma nie jest może jakaś największa, ale też nie mała, bo zatrudniamy około 400 osób. Pracuję właśnie na stanowisku specjalisty, dość odpowiedzialnym i tak jak na początku uważałam, że pensja nie jest najgorsza, tak teraz, patrząc na to co robię po pełnym wdrożeniu się trochę mi się pod tym względem priorytety pozmieniały. Starałam się bardzo przez ten czas, ale coraz częściej mam załamkę, że po prostu nie warto, bo nikt tego nie docenia. Chyba czas szukać czegoś innego... Zawsze chciałam zmienić otoczenie, też pod względem miejsca zamieszkania i chyba dorastam do decyzji, że już czas najwyższy...

moim zdaniem jak ktoś się "bardzo stara" to zazwyczaj wychodzi na tym kiepsko

pisząc to absolutnie nie zachęcam do olewania swoich obowiązków czy leserstwa, ale moim zdaniem niezależnie od branży i wielkości firmy jeśli starasz się bardziej niż wszyscy/większość, liczysz na to że ''ktoś to doceni" i masz wątpliwości czy zasługujesz na więcej to masz dużą szansę na bycie wykorzystywaną, a nie na awanse i podwyżki

a jeśli mówimy o stanowisku specjalisty to już w ogóle to co napisałam podnieś do kwadratu

chyba że pracujesz w jakiejś placówce badawczej, również na swoje nazwisko.
Ostatnio zmieniony 03 sie 2017, 11:59 przez ktrzn, łącznie zmieniany 4 razy.

Awatar użytkownika
Julijka
Posty: 1881
Rejestracja: 08 lip 2016, 22:51
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: Julijka » 03 sie 2017, 12:04

blackveil pisze:zobacz cytowaną wiadomość
Wkurza mnie praca.
Trochę to inaczej wygląda niż miałam obiecane na rozmowie o pracę. Przede wszystkim - inne godziny pracy, dużo więcej pracy i odpowiedzialności, więcej obowiązków.
Dodatkowo każde potknięcie "góra" uważa za winę mojego działu.
Z współpracownicami się średnio dogaduje. Tzn. z dwoma dogaduje się super, ale one akurat odchodzą, jedna w zasadzie lada dzień rodzi, a druga odchodzi we wrześniu.
Dwie pozostałe dziewczyny pracują w tym miejscu od dawna i sądzą, że ja pracując 3 miesiące będę znała wszystkie ich skróty, tryby pracy itp. i będę im czytać w myślach. Ostatnio nasza przełożona kazała jednej z tych dziewczyn pokazać mi jak się robi jedną rzecz, więc jak miałyśmy chwilę czasu to ją o to poprosiłam i powiedziała mi "Masz to opisane w mailu". A w mailu miałam opisaną całą czynność(dość skomplikowaną) jednym zdaniem, z dopiskiem od przełożonej " X ci to dokładnie wytłumaczy i pokaże". Jak jej powiedziałam, że nasza koordynatorka jej zleciła, żeby mi to pokazać, bo ja po jednym zdaniu wytłumaczenia nie jestem w stanie tego ogarnąć, to w ogóle mnie zignorowała i nic nie odpowiedziała i ostatecznie nic nie pokazała :wtf:.
Zastanawiam się już nad zmianą pracy, ale nie chcę wyjść na księżniczkę, która przy pierwszym lepszym wyzwaniu ucieka, ale naprawdę mnie do denerwuje i stresuje. :(


na bazie maila od przełożonej i z kopią do niej, napisz do tej X, ze prosisz o spotkanie i ustalenie daty i godziny, kiedy wytłumaczy Ci dokładnie jak rozwiązać dane zagadnienie, jak przybiegnie z fochem, to poproś o odpisanie, jak przyjdzie przełożona i zapyta o co chodzi, powiesz jak było: "niestety słowne ustalenia i prośba nie dały za dużego rezultatu, dlatego pozwoliłam sobie na określenie pisemne o co chodzi"

rób d*pokrytki na kazdym kroku, na nic sie nie umawiaj słownie
a jeśli postawiono Ci nad nimi krok wyżej to ustal zasadę: ja się nie będę czepiać was, jak góra nie będzie się czepiać mnie
koleguj, ale nie zaprzyjaźniaj
a jesli jesteście na równorzędnych stanowiskach, to rolą przełożonej jest ustalenie zasad gry

ostatnio przeczytałam ładne zdanie i wg niego pracuję u siebie:
"to nie wróg, to środek rozwoju"

Awatar użytkownika
Julijka
Posty: 1881
Rejestracja: 08 lip 2016, 22:51
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: Julijka » 03 sie 2017, 12:09

ktrzn pisze:moim zdaniem jak ktoś się "bardzo stara" to zazwyczaj wychodzi na tym kiepsko

pisząc to absolutnie nie zachęcam do olewania swoich obowiązków czy leserstwa, ale moim zdaniem niezależnie od branży i wielkości firmy jeśli starasz się bardziej niż wszyscy/większość, liczysz na to że ''ktoś to doceni" i masz wątpliwości czy zasługujesz na więcej to masz dużą szansę na bycie wykorzystywaną, a nie na awanse i podwyżki

a jeśli mówimy o stanowisku specjalisty to już w ogóle to co napisałam podnieś do kwadratu

chyba że pracujesz w jakiejś placówce badawczej, również na swoje nazwisko.

o to to to
najgorzej, jak pokazujesz szefowi, że umiesz więcej i lepiej, to ma konia pociągowego do pracy
oczywiście fajnych i trafionych pomysłów nie wprowadza, bo to nie jego

Awatar użytkownika
Loony Blonde
Posty: 494
Rejestracja: 08 lip 2016, 22:44

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: Loony Blonde » 03 sie 2017, 12:23

ktrzn pisze:zobacz cytowaną wiadomość
Veritaserum pisze:zobacz cytowaną wiadomość
Loony Blonde pisze:zobacz cytowaną wiadomość


Ja dostałam podwyżkę tylko w pierwszej pracy, ale zaczynałam od baaardzo niskiej pensji. Kiedy doszłam do poziomu samodzielnego specjalisty podniesiono mi wynagrodzenie mniej więcej do wysokości wynagrodzenia koleżanek. W kolejnych miejscach miałam to na co się zgodziłam przy podpisywaniu umowy, jak chciałam więcej, to zmieniałam pracę. Z tym, że ja pracowałam w małych firmach, w których jest ogólnie problem z wysokością wynagrodzeń, nie wiem jak to jest w dużych firmach.


Moja firma nie jest może jakaś największa, ale też nie mała, bo zatrudniamy około 400 osób. Pracuję właśnie na stanowisku specjalisty, dość odpowiedzialnym i tak jak na początku uważałam, że pensja nie jest najgorsza, tak teraz, patrząc na to co robię po pełnym wdrożeniu się trochę mi się pod tym względem priorytety pozmieniały. Starałam się bardzo przez ten czas, ale coraz częściej mam załamkę, że po prostu nie warto, bo nikt tego nie docenia. Chyba czas szukać czegoś innego... Zawsze chciałam zmienić otoczenie, też pod względem miejsca zamieszkania i chyba dorastam do decyzji, że już czas najwyższy...

moim zdaniem jak ktoś się "bardzo stara" to zazwyczaj wychodzi na tym kiepsko

pisząc to absolutnie nie zachęcam do olewania swoich obowiązków czy leserstwa, ale moim zdaniem niezależnie od branży i wielkości firmy jeśli starasz się bardziej niż wszyscy/większość, liczysz na to że ''ktoś to doceni" i masz wątpliwości czy zasługujesz na więcej to masz dużą szansę na bycie wykorzystywaną, a nie na awanse i podwyżki

a jeśli mówimy o stanowisku specjalisty to już w ogóle to co napisałam podnieś do kwadratu

chyba że pracujesz w jakiejś placówce badawczej, również na swoje nazwisko.


Zgadzam się. Ja mam głupi charakter pod tym względem, że zawsze się staram i robię więcej niż do mnie należy. Po jakimś czasie w każdym miejscu pracy było tak, że to co robiłam dodatkowo, stawało się moim obowiązkiem, bo przecież jestem w tym dobra, zrobię to szybciej i w ogóle najlepiej. Oczywiście nie było mowy o podwyżce. Przez to miałam bardzo złe samopoczucie, z jednej strony czułam się doceniana, bo co trudniejsze zadania trafiały do mnie, z drugiej niedoceniana z powodu pensji takiej samej lub niższej niż inni. Na pewien czas zrezygnowałam z pracy na etacie, teraz jestem "na swoim". W tym okresie miałam dużo czasu, żeby sobie wszystko przemyśleć. Z tych przemyśleń wyszedł taki wniosek, że sama jestem sobie winna. To nie jest wina współpracowników, że robią tylko to co mają napisane w opisie stanowiska, nie jest też winą przełożonych. To ja jestem nadgorliwa. Niedawno dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak syndrom oszusta i to mi otworzyło oczy. Już samo uświadomienie sobie przyczyn własnego zachowania dużo mi dało. Bo niby wiem, że jestem dobrym specjalistą, ale jednak ciągle wydaje mi się, że nie wystarczająco dobrym i że wszyscy inni są lepsi ode mnie :torba: Teraz wracam na etat z całkiem innym nastawieniem i pewnością siebie. Zobaczymy jak to będzie.

Awatar użytkownika
ktrzn
Posty: 4956
Rejestracja: 10 lip 2016, 20:20

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: ktrzn » 03 sie 2017, 12:45

zauwazyłam tez takie zjawisko, które niektórym bardzo utrudnia - nie oddzielanie relacji między ludzkich w pracy i obowiązków, pracy, kompetencji.

Miłym i w celu wspierania dobrej atmosfery to można być na poziomie wyrażenia zrozumienia, kiedy ktoś narzeka na ujowość sytuacji, zrobienia zakupów kiedy jest się przy okazji w sklepie i poczestowania ciastem. I to jest obszar relacji międzyludzkich. tak samo pochwalenie kogoś. wszystko to oczywiście wpływa na atmoferę w pracy i jest fajne

Natomiast reagowanie na prośby i bycie miłym w obszarze obowiązków, "starania się", "robienia za dwóch" i nie stawianie ostrych granic raczej nigdy nie konczy sie dobrze. To że szef jest miły to osobna sprawa. Dodatkowe obowiązki czy pomysły to się "sprzedaje" przy rozmowie o podwyżce, a nie przed licząc że ktoś to doceni. Zazwyczaj nie tylko nie doceni i nie polepsza to opinii o pracowniku, ale wręcz w pewnym sensie pogarsza.
Ostatnio zmieniony 03 sie 2017, 12:51 przez ktrzn, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
Veritaserum
Posty: 177
Rejestracja: 10 lip 2016, 14:30

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: Veritaserum » 03 sie 2017, 12:58

Loony Blonde pisze:zobacz cytowaną wiadomość
ktrzn pisze:zobacz cytowaną wiadomość
Veritaserum pisze:zobacz cytowaną wiadomość


Moja firma nie jest może jakaś największa, ale też nie mała, bo zatrudniamy około 400 osób. Pracuję właśnie na stanowisku specjalisty, dość odpowiedzialnym i tak jak na początku uważałam, że pensja nie jest najgorsza, tak teraz, patrząc na to co robię po pełnym wdrożeniu się trochę mi się pod tym względem priorytety pozmieniały. Starałam się bardzo przez ten czas, ale coraz częściej mam załamkę, że po prostu nie warto, bo nikt tego nie docenia. Chyba czas szukać czegoś innego... Zawsze chciałam zmienić otoczenie, też pod względem miejsca zamieszkania i chyba dorastam do decyzji, że już czas najwyższy...

moim zdaniem jak ktoś się "bardzo stara" to zazwyczaj wychodzi na tym kiepsko

pisząc to absolutnie nie zachęcam do olewania swoich obowiązków czy leserstwa, ale moim zdaniem niezależnie od branży i wielkości firmy jeśli starasz się bardziej niż wszyscy/większość, liczysz na to że ''ktoś to doceni" i masz wątpliwości czy zasługujesz na więcej to masz dużą szansę na bycie wykorzystywaną, a nie na awanse i podwyżki

a jeśli mówimy o stanowisku specjalisty to już w ogóle to co napisałam podnieś do kwadratu

chyba że pracujesz w jakiejś placówce badawczej, również na swoje nazwisko.


Zgadzam się. Ja mam głupi charakter pod tym względem, że zawsze się staram i robię więcej niż do mnie należy. Po jakimś czasie w każdym miejscu pracy było tak, że to co robiłam dodatkowo, stawało się moim obowiązkiem, bo przecież jestem w tym dobra, zrobię to szybciej i w ogóle najlepiej. Oczywiście nie było mowy o podwyżce. Przez to miałam bardzo złe samopoczucie, z jednej strony czułam się doceniana, bo co trudniejsze zadania trafiały do mnie, z drugiej niedoceniana z powodu pensji takiej samej lub niższej niż inni. Na pewien czas zrezygnowałam z pracy na etacie, teraz jestem "na swoim". W tym okresie miałam dużo czasu, żeby sobie wszystko przemyśleć. Z tych przemyśleń wyszedł taki wniosek, że sama jestem sobie winna. To nie jest wina współpracowników, że robią tylko to co mają napisane w opisie stanowiska, nie jest też winą przełożonych. To ja jestem nadgorliwa. Niedawno dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak syndrom oszusta i to mi otworzyło oczy. Już samo uświadomienie sobie przyczyn własnego zachowania dużo mi dało. Bo niby wiem, że jestem dobrym specjalistą, ale jednak ciągle wydaje mi się, że nie wystarczająco dobrym i że wszyscy inni są lepsi ode mnie :torba: Teraz wracam na etat z całkiem innym nastawieniem i pewnością siebie. Zobaczymy jak to będzie.


W sumie macie rację, bo jak sobie teraz pomyślę, nad jakimi rzeczami ja musiałam pracować po 3-4 miesiącach, gdzie inni po tym czasie praktycznie zajmowali się podstawami, to zgadzam się z tym, że szefowa wyczuła, że może mi nawalać cięższe obowiązki, bo przecież zrobię. Tak z perspektywy czasu widzę to, że się dawałam wykorzystywać. Lubię ludzi z którymi pracuję i ogólną atmosferę na co dzień, ale szefowa swoim wiecznym niezadowoleniem wysysa ze mnie resztki chęci. Nie wiem jak jeszcze długo pociągnę w tej pracy, bo raczej na poprawę się nie zanosi.

Awatar użytkownika
sziket
Posty: 429
Rejestracja: 11 lip 2016, 10:53
Lokalizacja: Dziki Wschód

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: sziket » 03 sie 2017, 13:10

Opadły mi dziś ręce, bo zrozumiałam, że otaczają mnie sami nieasertywni ludzie, a ja z kolei jestem zbyt aspołeczna.

Poszło o wyjazd na weekend. Moja rodzina ma domek nad jeziorem, z którego młodsze pokolenie może korzystać do woli. Wydumaliśmy, że jedziemy tam na weekend: ja z mężem, siostra ze szwagrem, brat z dziewczyną i kuzyn z dziewczyną, czyli generalnie sama rodzina i partnerzy. Mam jednak koleżankę, znamy się ze 20 lat; dziewczyna jest sympatyczna i dobra, ale bardzo absorbująca i męcząca. Jest singielką i wiecznie podczepia się pod kogoś, jeśli mowa o wyjazdach czy imprezach. Całe towarzystwo ją zna, no ale IMHO nie musi uczestniczyć we wszystkim co robimy. I teraz ta dziewczyna (nazwijmy ją X), po rozmowie z moim mężem-organizatorem wkręciła się na wyjazd, bo on oczywiście nie umie odmówić :/ Myślałam, że choć siostra mnie poprze, ale z niej taka sama dobra duszyczka, wszystkich by przygarniała i każdym by się opiekowała. Cała reszta tak samo...generalnie otaczają mnie sami mili i sympatyczni ludzie, którym można wleźć na głowy :( No i jestem ja - osoba, która załatwia wszystko, co wymaga powiedzenia czegoś nieprzyjemnego czy "postawienia się".
Jak ja mam z nimi żyć, żeby nie wyjść na ostatnią sukę?
Z jednej strony rozumiem X, po prostu jest samotna. Z drugiej strony jej samotność to jej wybór, a nie moja wina. Moja aspołeczna dusza męczy się, ilekroć mam do czynienia z kimś tak absorbującym; z kolei nie chcę popłynąć z byciem dzikuską, bo to do niczego dobrego nie prowadzi.
Masikura.

Awatar użytkownika
ktrzn
Posty: 4956
Rejestracja: 10 lip 2016, 20:20

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: ktrzn » 03 sie 2017, 13:14

sziket pisze:zobacz cytowaną wiadomość
Opadły mi dziś ręce, bo zrozumiałam, że otaczają mnie sami nieasertywni ludzie, a ja z kolei jestem zbyt aspołeczna.

Poszło o wyjazd na weekend. Moja rodzina ma domek nad jeziorem, z którego młodsze pokolenie może korzystać do woli. Wydumaliśmy, że jedziemy tam na weekend: ja z mężem, siostra ze szwagrem, brat z dziewczyną i kuzyn z dziewczyną, czyli generalnie sama rodzina i partnerzy. Mam jednak koleżankę, znamy się ze 20 lat; dziewczyna jest sympatyczna i dobra, ale bardzo absorbująca i męcząca. Jest singielką i wiecznie podczepia się pod kogoś, jeśli mowa o wyjazdach czy imprezach. Całe towarzystwo ją zna, no ale IMHO nie musi uczestniczyć we wszystkim co robimy. I teraz ta dziewczyna (nazwijmy ją X), po rozmowie z moim mężem-organizatorem wkręciła się na wyjazd, bo on oczywiście nie umie odmówić :/ Myślałam, że choć siostra mnie poprze, ale z niej taka sama dobra duszyczka, wszystkich by przygarniała i każdym by się opiekowała. Cała reszta tak samo...generalnie otaczają mnie sami mili i sympatyczni ludzie, którym można wleźć na głowy :( No i jestem ja - osoba, która załatwia wszystko, co wymaga powiedzenia czegoś nieprzyjemnego czy "postawienia się".
Jak ja mam z nimi żyć, żeby nie wyjść na ostatnią sukę?
Z jednej strony rozumiem X, po prostu jest samotna. Z drugiej strony jej samotność to jej wybór, a nie moja wina. Moja aspołeczna dusza męczy się, ilekroć mam do czynienia z kimś tak absorbującym; z kolei nie chcę popłynąć z byciem dzikuską, bo to do niczego dobrego nie prowadzi.


no ale jednak sytuacja jest specyficzna i nie oceniałabym siebie w niej tak surowo :) ja rozumiem Twoje odczucia i nie uważam tego za wadę.

no bo same pary, a tu koleżanka. A gdyby koleżanka chciała jechać z facetem to przy założeniu że lubiłabyś faceta byłabyś tego samego zdania?

podpucha
Posty: 665
Rejestracja: 13 lip 2016, 16:15

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: podpucha » 03 sie 2017, 13:15

Julijka pisze:zobacz cytowaną wiadomość
blackveil pisze:zobacz cytowaną wiadomość
Wkurza mnie praca.
Trochę to inaczej wygląda niż miałam obiecane na rozmowie o pracę. Przede wszystkim - inne godziny pracy, dużo więcej pracy i odpowiedzialności, więcej obowiązków.
Dodatkowo każde potknięcie "góra" uważa za winę mojego działu.
Z współpracownicami się średnio dogaduje. Tzn. z dwoma dogaduje się super, ale one akurat odchodzą, jedna w zasadzie lada dzień rodzi, a druga odchodzi we wrześniu.
Dwie pozostałe dziewczyny pracują w tym miejscu od dawna i sądzą, że ja pracując 3 miesiące będę znała wszystkie ich skróty, tryby pracy itp. i będę im czytać w myślach. Ostatnio nasza przełożona kazała jednej z tych dziewczyn pokazać mi jak się robi jedną rzecz, więc jak miałyśmy chwilę czasu to ją o to poprosiłam i powiedziała mi "Masz to opisane w mailu". A w mailu miałam opisaną całą czynność(dość skomplikowaną) jednym zdaniem, z dopiskiem od przełożonej " X ci to dokładnie wytłumaczy i pokaże". Jak jej powiedziałam, że nasza koordynatorka jej zleciła, żeby mi to pokazać, bo ja po jednym zdaniu wytłumaczenia nie jestem w stanie tego ogarnąć, to w ogóle mnie zignorowała i nic nie odpowiedziała i ostatecznie nic nie pokazała :wtf:.
Zastanawiam się już nad zmianą pracy, ale nie chcę wyjść na księżniczkę, która przy pierwszym lepszym wyzwaniu ucieka, ale naprawdę mnie do denerwuje i stresuje. :(


na bazie maila od przełożonej i z kopią do niej, napisz do tej X, ze prosisz o spotkanie i ustalenie daty i godziny, kiedy wytłumaczy Ci dokładnie jak rozwiązać dane zagadnienie, jak przybiegnie z fochem, to poproś o odpisanie, jak przyjdzie przełożona i zapyta o co chodzi, powiesz jak było: "niestety słowne ustalenia i prośba nie dały za dużego rezultatu, dlatego pozwoliłam sobie na określenie pisemne o co chodzi"

rób d*pokrytki na kazdym kroku, na nic sie nie umawiaj słownie
a jeśli postawiono Ci nad nimi krok wyżej to ustal zasadę: ja się nie będę czepiać was, jak góra nie będzie się czepiać mnie
koleguj, ale nie zaprzyjaźniaj
a jesli jesteście na równorzędnych stanowiskach, to rolą przełożonej jest ustalenie zasad gry

ostatnio przeczytałam ładne zdanie i wg niego pracuję u siebie:
"to nie wróg, to środek rozwoju"


podpisuję się pod tym wszystkimi odnóżami

Awatar użytkownika
sziket
Posty: 429
Rejestracja: 11 lip 2016, 10:53
Lokalizacja: Dziki Wschód

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: sziket » 03 sie 2017, 13:29

ktrzn pisze:zobacz cytowaną wiadomość
sziket pisze:zobacz cytowaną wiadomość
Opadły mi dziś ręce, bo zrozumiałam, że otaczają mnie sami nieasertywni ludzie, a ja z kolei jestem zbyt aspołeczna.

Poszło o wyjazd na weekend. Moja rodzina ma domek nad jeziorem, z którego młodsze pokolenie może korzystać do woli. Wydumaliśmy, że jedziemy tam na weekend: ja z mężem, siostra ze szwagrem, brat z dziewczyną i kuzyn z dziewczyną, czyli generalnie sama rodzina i partnerzy. Mam jednak koleżankę, znamy się ze 20 lat; dziewczyna jest sympatyczna i dobra, ale bardzo absorbująca i męcząca. Jest singielką i wiecznie podczepia się pod kogoś, jeśli mowa o wyjazdach czy imprezach. Całe towarzystwo ją zna, no ale IMHO nie musi uczestniczyć we wszystkim co robimy. I teraz ta dziewczyna (nazwijmy ją X), po rozmowie z moim mężem-organizatorem wkręciła się na wyjazd, bo on oczywiście nie umie odmówić :/ Myślałam, że choć siostra mnie poprze, ale z niej taka sama dobra duszyczka, wszystkich by przygarniała i każdym by się opiekowała. Cała reszta tak samo...generalnie otaczają mnie sami mili i sympatyczni ludzie, którym można wleźć na głowy :( No i jestem ja - osoba, która załatwia wszystko, co wymaga powiedzenia czegoś nieprzyjemnego czy "postawienia się".
Jak ja mam z nimi żyć, żeby nie wyjść na ostatnią sukę?
Z jednej strony rozumiem X, po prostu jest samotna. Z drugiej strony jej samotność to jej wybór, a nie moja wina. Moja aspołeczna dusza męczy się, ilekroć mam do czynienia z kimś tak absorbującym; z kolei nie chcę popłynąć z byciem dzikuską, bo to do niczego dobrego nie prowadzi.


no ale jednak sytuacja jest specyficzna i nie oceniałabym siebie w niej tak surowo :) ja rozumiem Twoje odczucia i nie uważam tego za wadę.

no bo same pary, a tu koleżanka. A gdyby koleżanka chciała jechać z facetem to przy założeniu że lubiłabyś faceta byłabyś tego samego zdania?


Nie mam pojęcia, bo nie widziałam jej w relacji z facetem, X jest singielką od zawsze. Podejrzewam, że gdyby była skoncentrowana na facecie, a on na niej to nawet nie zwracałabym na nich uwagi i wszyscy byliby szczęśliwi. A tak, to po prostu nie mam ochoty nikogo niańczyć, męczą mnie zbyt bliskie relacje z osobami, które nie są moją rodziną (zbyt bliskie = widywanie kogoś częściej niż raz na miesiąc-dwa).
Masikura.

Awatar użytkownika
Julijka
Posty: 1881
Rejestracja: 08 lip 2016, 22:51
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: Julijka » 03 sie 2017, 13:34

czytam o tych pracowych "problemach"
to ma wrażenie, że to nie jest zmęczenie, ale wszechobecna depresja
i tak, mówię też o sobie :/ :torba:

Awatar użytkownika
ktrzn
Posty: 4956
Rejestracja: 10 lip 2016, 20:20

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: ktrzn » 03 sie 2017, 13:34

sziket pisze:zobacz cytowaną wiadomość
ktrzn pisze:zobacz cytowaną wiadomość
sziket pisze:zobacz cytowaną wiadomość
Opadły mi dziś ręce, bo zrozumiałam, że otaczają mnie sami nieasertywni ludzie, a ja z kolei jestem zbyt aspołeczna.

Poszło o wyjazd na weekend. Moja rodzina ma domek nad jeziorem, z którego młodsze pokolenie może korzystać do woli. Wydumaliśmy, że jedziemy tam na weekend: ja z mężem, siostra ze szwagrem, brat z dziewczyną i kuzyn z dziewczyną, czyli generalnie sama rodzina i partnerzy. Mam jednak koleżankę, znamy się ze 20 lat; dziewczyna jest sympatyczna i dobra, ale bardzo absorbująca i męcząca. Jest singielką i wiecznie podczepia się pod kogoś, jeśli mowa o wyjazdach czy imprezach. Całe towarzystwo ją zna, no ale IMHO nie musi uczestniczyć we wszystkim co robimy. I teraz ta dziewczyna (nazwijmy ją X), po rozmowie z moim mężem-organizatorem wkręciła się na wyjazd, bo on oczywiście nie umie odmówić :/ Myślałam, że choć siostra mnie poprze, ale z niej taka sama dobra duszyczka, wszystkich by przygarniała i każdym by się opiekowała. Cała reszta tak samo...generalnie otaczają mnie sami mili i sympatyczni ludzie, którym można wleźć na głowy :( No i jestem ja - osoba, która załatwia wszystko, co wymaga powiedzenia czegoś nieprzyjemnego czy "postawienia się".
Jak ja mam z nimi żyć, żeby nie wyjść na ostatnią sukę?
Z jednej strony rozumiem X, po prostu jest samotna. Z drugiej strony jej samotność to jej wybór, a nie moja wina. Moja aspołeczna dusza męczy się, ilekroć mam do czynienia z kimś tak absorbującym; z kolei nie chcę popłynąć z byciem dzikuską, bo to do niczego dobrego nie prowadzi.


no ale jednak sytuacja jest specyficzna i nie oceniałabym siebie w niej tak surowo :) ja rozumiem Twoje odczucia i nie uważam tego za wadę.

no bo same pary, a tu koleżanka. A gdyby koleżanka chciała jechać z facetem to przy założeniu że lubiłabyś faceta byłabyś tego samego zdania?


Nie mam pojęcia, bo nie widziałam jej w relacji z facetem, X jest singielką od zawsze. Podejrzewam, że gdyby była skoncentrowana na facecie, a on na niej to nawet nie zwracałabym na nich uwagi i wszyscy byliby szczęśliwi. A tak, to po prostu nie mam ochoty nikogo niańczyć, męczą mnie zbyt bliskie relacje z osobami, które nie są moją rodziną (zbyt bliskie = widywanie kogoś częściej niż raz na miesiąc-dwa).

no to ja nie widzę w tym aspołeczności ani braku empatii. też mam czasami poczucie winy że ktoś tak miły a ja go nie lubię bo jest w byciu milym nachalny i narzucający ;)

i jeszcze na jednej imprezie czy pracy to spoko, ale na urlopie się naginać?
a jesteś pewna że Twój mąż wie ile Cię to kosztuje? Bo wiesz, jak ktoś ma szerszy zakres tolerancji a Ty nie robisz wokół tego emocjonalnego rabanu może sobie średnio zdawać sprawę :brzydal:

Awatar użytkownika
sziket
Posty: 429
Rejestracja: 11 lip 2016, 10:53
Lokalizacja: Dziki Wschód

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: sziket » 03 sie 2017, 13:47

ktrzn pisze:zobacz cytowaną wiadomość
sziket pisze:zobacz cytowaną wiadomość
ktrzn pisze:zobacz cytowaną wiadomość


no ale jednak sytuacja jest specyficzna i nie oceniałabym siebie w niej tak surowo :) ja rozumiem Twoje odczucia i nie uważam tego za wadę.

no bo same pary, a tu koleżanka. A gdyby koleżanka chciała jechać z facetem to przy założeniu że lubiłabyś faceta byłabyś tego samego zdania?


Nie mam pojęcia, bo nie widziałam jej w relacji z facetem, X jest singielką od zawsze. Podejrzewam, że gdyby była skoncentrowana na facecie, a on na niej to nawet nie zwracałabym na nich uwagi i wszyscy byliby szczęśliwi. A tak, to po prostu nie mam ochoty nikogo niańczyć, męczą mnie zbyt bliskie relacje z osobami, które nie są moją rodziną (zbyt bliskie = widywanie kogoś częściej niż raz na miesiąc-dwa).

no to ja nie widzę w tym aspołeczności ani braku empatii. też mam czasami poczucie winy że ktoś tak miły a ja go nie lubię bo jest w byciu milym nachalny i narzucający ;)

i jeszcze na jednej imprezie czy pracy to spoko, ale na urlopie się naginać?
a jesteś pewna że Twój mąż wie ile Cię to kosztuje? Bo wiesz, jak ktoś ma szerszy zakres tolerancji a Ty nie robisz wokół tego emocjonalnego rabanu może sobie średnio zdawać sprawę :brzydal:


Wie. W tym względzie jesteśmy różni o 180 stopni, dlatego poszliśmy na kompromis. On ma kolegę, który tak naprawdę był na początku moim znajomym, ale przestałam typa tolerować (osobnik ten jest kompletną mameją i drażni mnie samym sposobem bycia), więc spotykają się wszędzie, byle nie u nas w mieszkaniu - to ukłon w moją stronę. Ja z kolei zaakceptowałam organizowanie imprez u nas (o dziwo jak już przyjdzie co do czego, to dobrze się bawię; za to przed imprezą jestem wręcz wściekła, mimo, że nie muszę palcem kiwnąć).
Ja po prostu nie rozumiem jak można mieć problem z mówieniem "nie". Sama bez mrugnięcia okiem odmawiam i chyba zaczynam oczekiwać od innych, żeby byli tacy jak ja.
Masikura.

Awatar użytkownika
ktrzn
Posty: 4956
Rejestracja: 10 lip 2016, 20:20

Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: ktrzn » 03 sie 2017, 13:53

sziket pisze:zobacz cytowaną wiadomość
ktrzn pisze:zobacz cytowaną wiadomość
sziket pisze:zobacz cytowaną wiadomość


Nie mam pojęcia, bo nie widziałam jej w relacji z facetem, X jest singielką od zawsze. Podejrzewam, że gdyby była skoncentrowana na facecie, a on na niej to nawet nie zwracałabym na nich uwagi i wszyscy byliby szczęśliwi. A tak, to po prostu nie mam ochoty nikogo niańczyć, męczą mnie zbyt bliskie relacje z osobami, które nie są moją rodziną (zbyt bliskie = widywanie kogoś częściej niż raz na miesiąc-dwa).

no to ja nie widzę w tym aspołeczności ani braku empatii. też mam czasami poczucie winy że ktoś tak miły a ja go nie lubię bo jest w byciu milym nachalny i narzucający ;)

i jeszcze na jednej imprezie czy pracy to spoko, ale na urlopie się naginać?
a jesteś pewna że Twój mąż wie ile Cię to kosztuje? Bo wiesz, jak ktoś ma szerszy zakres tolerancji a Ty nie robisz wokół tego emocjonalnego rabanu może sobie średnio zdawać sprawę :brzydal:


Wie. W tym względzie jesteśmy różni o 180 stopni, dlatego poszliśmy na kompromis. On ma kolegę, który tak naprawdę był na początku moim znajomym, ale przestałam typa tolerować (osobnik ten jest kompletną mameją i drażni mnie samym sposobem bycia), więc spotykają się wszędzie, byle nie u nas w mieszkaniu - to ukłon w moją stronę. Ja z kolei zaakceptowałam organizowanie imprez u nas (o dziwo jak już przyjdzie co do czego, to dobrze się bawię; za to przed imprezą jestem wręcz wściekła, mimo, że nie muszę palcem kiwnąć).
Ja po prostu nie rozumiem jak można mieć problem z mówieniem "nie". Sama bez mrugnięcia okiem odmawiam i chyba zaczynam oczekiwać od innych, żeby byli tacy jak ja.

no ja niby rozumiem różne mechnizmy, mam wobec ludzi sporo wyrozumiałości w tej kwestii blablabla rozumiem że niektórzy są bardziej odporni i im to zwisa, inni nauczyli się warunkowania aprobatą i myślą że nie będą lubiani, boja się odrzucenia itd.

ALE

z drugiej strony obstawiam że gdyby moj facet tak miał to talerze by latały i byłabym znacznie mniej koncyliacyjna, także szacun :mrgreen:
Ostatnio zmieniony 03 sie 2017, 13:54 przez ktrzn, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
myszamisia
Posty: 622
Rejestracja: 09 lip 2016, 4:36

Re: RE: Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: myszamisia » 03 sie 2017, 14:01

ktrzn pisze:ja chyba od przyszłego roku Skandynawskie wakacje
Islandia

Wysłane spod islandzkiego wulkanu

Awatar użytkownika
ktrzn
Posty: 4956
Rejestracja: 10 lip 2016, 20:20

Re: RE: Re: Wątek wkurzeniowy - czyli o tym co irytuje

Postautor: ktrzn » 03 sie 2017, 14:05

myszamisia pisze:zobacz cytowaną wiadomość
ktrzn pisze:ja chyba od przyszłego roku Skandynawskie wakacje
Islandia

Wysłane spod islandzkiego wulkanu

:serce: :serce: :serce:


Wróć do „Luźne dyskusje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości